Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

"Odkryć dokonują ludzie, nie aparatura" - wywiad z prof. Anettą Undas

O niezależności, zetknięciu z rzeczywistością amerykańskiego świata nauki i autonomii uczelni, która nie tylko daje prawa, ale przede wszystkim zobowiązuje opowiada prof. Anetta Undas.

1. października 2015 roku, podczas inauguracji roku akademickiego 2015/16, prof. Anetta Undas otrzymała nagrodę Rektora UJ "Laur Jagielloński", która przynana została za: cykl artykułów o znaczeniu międzynarodowym, prezentujących nowatorską metodykę badań mechanizmów prozakrzepowych oraz odkrycie dzięki niej i scharakteryzowanie szczególnych nieprawidłowych właściwości sieci fibrynowej powstającej w końcowym etapie krzepnięcia krwi jako nowego czynnika ryzyka powikłań zakrzepowych w chorobach układu krążenia. Tegorocznymi laureatami tego wyróżniania zostali również: prof. Barbara Bilińska i prof. Ryszard Nycz.

Wywiad z laureatką jest kolejną zapowiedzią publikacji pod wstępnym tytułem "Z naukowcami o nauce". Swe doświadczenia i opinie przedstawia w niej prawie czterdziestu naukowców z UJ. Pytamy ich między innymi o: trudności i radości na drodze do realizacji naukowych pasji; sens popularyzacji nauki i jej obecności w debacie publicznej; kolegów, przełożonych i studentów; najważniejsze cechy sprzyjające pracy naukowej, wymarzoną uczelnię przyszłości i wiele innych aspektów "bycia naukowcem". Wydawcą ksiażki jest Dział Promocji i Informacji UJ.

Dotychczas na stronie www.nauka.uj.edu.pl ukazał się wywiad z biologiem - prof. Ryszardem Laskowskim.

 

Upór i wytrwałość

Wysłuchała i opracowała Katarzyna Kleczkowska

Prof. Anetta Undas: Medycyna była dla mnie wyborem okresu stanu wojennego. Wyborem mogącym dać odrobinę niezależności – mimo wszystko. Wyborem, który wymaga zaangażowania, determinacji, pracowitości, trochę odwagi i szczęścia, ale daje wyjątkowa satysfakcję zarówno w gabinecie poradni lekarskiej, jak i przy stole w laboratorium badawczym.

W czasie mojego pierwszego pobytu w USA przysłano mi z Krakowa próbki osocza umieszczone w suchym lodzie. Paczka dotarła do Bostonu, skąd trzeba ją było odebrać. Był to akurat okres szczególnie intensywnych prac w laboratorium i mój ówczesny przełożony, prof. Kenneth Mann, nie wyraził zgody na całodniową podróż po materiał, który może się okazać niewarty badania. Próbki nie mogły jednak czekać dłużej niż jeden dzień. Namówiłam jednego z techników, aby nazajutrz zawiózł mnie tam i z powrotem, korzystając z wolnego dnia za nadgodziny. Paczka została odebrana, wyprawę pozostawiono bez komentarza, a materiał pozwolił mi napisać dwa dobre artykuły. Ten mój mały Bostongate, jak nazwali go później koledzy, pokazuje, że w karierze naukowej potrzeba asertywności i walki o to, co uważamy za warte zbadania, sprawdzenia czy potwierdzenia. Jeśli badacz czegoś potrzebuje albo z czymś się nie zgadza, powinien umieć i mieć odwagę jasno to powiedzieć.

Ciekawe: Przeczytaj także: Cafe Nauka Extra. Filmy ze spotkania o szczepieniach

Well done!

Przygodę z nauką rozpoczęłam już na III roku studiów, angażując się w działalność Koła Kardiologiczno-Kardiochirurgicznego, kierowanego wówczas przez dr. Romana Pfitznera. Był to niezwykły eksperyment dydaktyczny, trwający zresztą do dziś. Koło zrzeszało studentów, których zachęcano do aktywności klinicznej i badawczej, z pełną swobodą w wyborze tematów i  współpracowników. Działalność w kole dawała prawo do publikowania wszystkiego, co się napisze, ze swoim nazwiskiem na pozycji pierwszego autora. Już wtedy zainteresowałam się hemostazą i zakrzepicą, a wyniki swoich pierwszych badań przedstawiałam na studenckich konferencjach.

W karierze naukowej potrzeba asertywności i walki o to, co uważamy za warte zbadania, sprawdzenia czy potwierdzenia.

Przez pierwsze 15 lat pracy byłam związana z II Katedrą Chorób Wewnętrznych, kierowaną przez prof. Andrzeja Szczeklika. Była to postać, która budziła i nadal budzi kontrowersje. Nawet jego wrogowie nie byli jednak w stanie zaprzeczyć, że był on naukowcem światowego formatu i wybitnym lekarzem-internistą. Dla mnie najważniejszą zaletą prof. Szczeklika, którego uważam za swojego mistrza, była jego wytrwała i bardzo efektywna pasja badawcza, choć nierzadko bezwzględna. Wymagał dużo, ale nigdy więcej niż od samego siebie. Te cechy czyniły z niego osobowość niezwykłą, a praca z nim dawała poczucie brania udziału w czymś ważnym i wyjątkowym.

Spotykając codziennie osobowość tak wybitną i dominującą, jak prof. Szczeklik, niełatwo jest uwierzyć, że pomysł na ciekawe badanie może przyjść także do młodej głowy i przynieść ważne spostrzeżenie, które potrafimy przekonująco i krytycznie opisać. Wydarzeniem, które najbardziej zmieniło moje spojrzenie na samą siebie jako naukowca, było otrzymanie w 1999 roku stypendium im. W. Fulbrighta. I tak trafiłam do laboratorium prof. Kennetha Manna na Wydziale Biochemii Uniwersytetu w Burlington w stanie Vermont. W czasie 9 miesięcy pracy nad projektem o prozakrzepowych właściwościach homocysteiny zrozumiałam, że coś potrafię i dałabym sobie radę w świecie nauki. Wystarczyło jedno rzucone przez Prof. Manna „well done" przy wyjściu z lab meeting-u. Pobyt w Stanach nauczył mnie, że wytężona praca jest nagradzana, chociaż nic nie dostaje się za darmo, a o swoje trzeba walczyć. Praca badawcza w takim środowisku zmieniła mnie nieodwracalnie. Było to środowisko pełne konkurencji i badawczych frustracji, ale jednocześnie działające według jasnych reguł, które mogłam szybko przeniknąć i docenić. Przyznam, że po tym doświadczeniu dość trudno było mi się odnaleźć w hierarchicznej strukturze polskiej uczelni.

Ciekawe? Przeczytaj też: Czym zajmuje się inżynieria tkankowa?

Źródłem inspiracji jest pacjent

Dziesięć lat temu uznałam, że warto zainteresować się badaniami właściwości fibryny – białka, które wytrąca się z osocza krwi podczas krzepnięcia. Od tych właściwości w sporej mierze zależy skuteczność degradacji zakrzepów w żyłach i tętnicach. Pomyślałam, że to jest właśnie to, czym warto się zajmować w Krakowie, nawet przy skromnych możliwościach sprzętowych i finansowych – za to dysponując doświadczeniem klinicznym. Warto podkreślić, że wówczas na świecie zajmowało się tym zagadnieniem zaledwie kilka zespołów badawczych, co stanowiło dodatkowy argument na rzecz podjęcia badań w Polsce.

W swoich badaniach staram się dociec, jakie czynniki decydują o tym, że w organizmie jednego człowieka tworzą się zakrzepy bogate w zbite włókna fibryny, a u innego takie, w których włókien jest niewiele i przypominają one poplątane nici krawieckie lub poszarpany kordonek. Szczególnie ważne jest ustalenie, czy te właściwości mają wpływ na ryzyko nawrotów zakrzepów i zatorów oraz skuteczność stosowanego obecnie leczenia przeciwzakrzepowego.

Sprowadzając te analizy do wymiaru praktycznego muszę podkreślić, że to kontakt z pacjentem jest dla praktykującego lekarza-naukowca źródłem ciągłej inspiracji badawczej. Każda moja hipoteza badawcza rodzi się z rozważań nad tym, co zauważyłam w czasie badania chorego. Działalność badawcza nadaje pracy lekarza-naukowca pewien niezwykły aspekt – przekonanie, że wynik prowadzonych analiz może się przyczynić do wyjaśnienia nietypowych objawów zgłaszanych przez pacjenta lub przebiegu choroby. Moim zdaniem, lekarz zajmujący się nauką (nawet jeśli jest to wyłącznie nauka kliniczna, bez związku z naukami podstawowymi) jest bardziej krytyczny w swojej codziennej pracy z pacjentem, bardziej świadomy ograniczeń badań i terapii, które pacjentowi zaleca. Jest również lepiej przygotowany do wyszukiwania informacji o nowych możliwościach postępowania w danym przypadku, a także do ich krytycznej oceny.

Lekarz-naukowiec chce także i wierzy, że potrafi kształtować swoich pacjentów, czyniąc z nich aktywnych uczestników procesu leczenia. Chwalę pacjenta za czytanie o objawach choroby i rokowaniu lub działaniu leku. Zainteresowanie własną chorobą, sposobem diagnostyki i leczenia jest szansą na szybsze rozpoznanie groźnych objawów nie tylko u siebie, ale także u członków rodziny lub znajomych. Wiedza (nawet jeśli niepełna) zwiększa szansę chorego na dobry efekt leczenia, zwłaszcza w schorzeniach przewlekłych. To zawsze pomaga, kiedy pacjent okazuje się partnerem w wysiłku prowadzącym do jednoznacznego rozpoznania choroby i skutecznego jej leczenia. Trzeba podkreślić, że wyjątkowość medycyny jako nauki polega właśnie na tym, że jej odzwierciedleniem jest rzeczywisty i szybko zauważalny wpływ na zdrowie i życie każdego człowieka.

Ciekawe? Zobacz też: Nobel 2017 z fizjologii i medycyny. Co wpływa na rytm dnia i nocy?

Radość i trud naukowca

 

Bycie naukowcem to umiejętność znajdowania przyjemności w ciągłym zadawaniu pytań. Każda odpowiedź to kolejne pytanie, wyzwanie, przygoda. Nie można zajmować się nauką bez pasji, bez tego niepokoju – aby szybko dowiedzieć się, dlaczego dzieje się właśnie tak, a nie inaczej. Praca naukowca to po prostu fun, dlatego trudno ją nazwać pracą. Uważam jednak, że w Polsce przy tak małych nakładach na naukę, praca uczonego ma wymiar heroiczny. Ta misja, nie zawód, jest elitarna, przeznaczona dla tych, którzy potrafią zrezygnować z niektórych przyjemności życia codziennego, aby poświęcić czas na działania, których wynik jest niepewny i nierzadko frustrujący. A nauka to zazdrosna pani. Trudno dzielić czas między nią a jakąkolwiek inną działalność, jeśli chce się rzeczywiście coś „odkryć".

Wyjątkowość medycyny jako nauki polega na tym, że jej odzwierciedleniem jest rzeczywisty i szybko zauważalny wpływ na zdrowie i życie każdego  człowieka.

W pracy naukowej nie ma sukcesów bez wytrwałości. Naukowiec nie może się zbyt łatwo zniechęcać, gdy rezultatem pracy są niespójne wyniki, artykuły otrzymują negatywne recenzje, a projekty badawcze nie zostają zakwalifikowane do realizacji. W nauce niewiele można osiągnąć bez odporności na porażki i krytykę, wzmocnionej przez świadomość samego badacza, że nie wszystko, co przedstawia lub proponuje, jest perfekcyjne, ale za to wszystko podlega krytyce. Pasja i zainteresowanie badanym tematem motywuje jednak do walki o każdy artykuł, który się napisało – o to, aby podzielić się swoim głosem w dyskusji z innymi badaczami.

Ciekawe? Zobacz również: Po co nam gorączka?

Odkryć dokonują ludzie, nie aparatura

Przyszłość szkół wyższych w Polsce jest wypadkową rozwiązań ustawowych (i związanego z nią systemu finansowania nauki) oraz możliwości samych uniwersytetów w ramach ich autonomii. Ta autonomia zobowiązuje. Polskie uczelnie państwowe nie muszą być podobne do siebie. Żeby być najlepszym, trzeba mieć odwagę, aby się różnić od innych. Lepsza pozycja uczelni będzie zależna przede wszystkim od dorobku naukowego nas wszystkich, tworzących ten uniwersytet. To nie nowe mury i aparatura dokonują odkryć (nawet jeśli jest to wielki zderzacz hadronów), ale ludzie. Wiele można zrobić na uczelni bez pokaźnych nakładów finansowych.

Polskie uczelnie państwowe nie muszą być podobne do siebie. Żeby być najlepszym, trzeba mieć odwagę, aby się różnić od innych.

Niczym Katon wzywający do zburzenia Kartaginy, lubię powtarzać, że dorobek naukowy pracowników naukowo-dydaktycznych (kolejność tradycyjna, ale przecież nieprzypadkowa), regularnie przedstawiany władzom uczelni, powinien być jawny, dostępny dla pracowników na głównej stronie wydziału. To sygnał dla młodych, że dorobek się liczy. Pragnienie przynajmniej części pracowników, aby być wyżej w rankingu jest naturalnym bodźcem do bardziej wytężonych wysiłków. Wysiłki te można wspierać np. przez uzależnienie podwyżek od pozycji w rankingu, aktywne finansowe wspieranie współpracy mniej produktywnych pracowników z najlepszymi oraz ułatwianie długich wyjazdów zagranicznych – bez doświadczenia i technologii bogatych ośrodków zagranicznych trudno jest bowiem zacząć prowadzić badania, które mogą przynieść dobre publikacje.

Warto też powrócić do częstszego przyznawania etatu naukowego – dzięki temu łatwiej łączyć działalność naukową z dydaktyczną, a w rezultacie osiągać lepsze wyniki w samej pracy badawczej. Wsparcie dla pracowników wydziału o największym dorobku mogłoby polegać na ograniczeniu pensum dydaktycznego i przyznaniu etatu naukowego. Warto byłoby także utrzymać część etatu na Uniwersytecie Jagiellońskim dla tych pracowników, którzy wyjechali za granicę. To zazwyczaj dzięki nim udaje się nawiązać owocną współpracę z jednostkami zagranicznymi, a afiliacja Uniwersytetu w tekście wydawanym za granicą dodatkowo podnosi prestiż uczelni. Polska afiliacja przy artykule w renomowanym czasopiśmie to także znak obecności Polski w nauce.

Trzeba też podkreślić, że przyszłość uczelni stanowią młodzi badacze, dlatego uważam, że podobnie jak dawniej w Akademii Medycznej w Krakowie, najlepsi absolwenci wydziału powinni otrzymywać propozycje zatrudnienia w wybranej jednostce Uniwersytetu. To oni w sprzyjających warunkach będą bardzo szybko publikować w najlepszych czasopismach. Musi być dla nich miejsce na uczelni przyszłości, która dzisiaj niestety nieraz łatwiej znajduje etat dla absolwentów ze średnią ocen „dostateczny".

O nową jakość w wyznaczaniu kierunków rozwoju uczelni powinna zadbać Rada Ekspertów, ciało doradcze powoływane przez Rektora wzorem wielu renomowanych uniwersytetów amerykańskich. Taka Rada mogłaby pomóc wypracować sposoby osiągnięcia ważnego i ambitnego celu, którym jest znacząca poprawa pozycji Uniwersytetu Jagiellońskiego w międzynarodowym rankingu uczelni wyższych – tylko takie trudne zadania warto realizować. Rada ta powinna się składać z naukowców z innych miast i krajów, sympatyków naszej uczelni (których na świecie nie brakuje – wystarczy spojrzeć na listę doktorów honoris causa) i jej wieloletnich współpracowników. Niezwykle cenna byłaby możliwość spojrzenia na problemy naszej uczelni z innej perspektywy, zwłaszcza przez pryzmat osiągnięć naukowców z innych ośrodków oraz ich unikatowych doświadczeń.

Ciekawe? Zobacz też: Druk 3D rewolucjonizuje medycynę.
Przykładem model wątroby stworzony na UJ [video]

-------------------------------------------------------------------------

Prof. Anetta Undas – internista, kierownik Zakładu Kardiochirurgii, Anestezjologii i Kardiologii Doświadczalnej Instytutu Kardiologii oraz Pracowni Podejmowania Decyzji Klinicznych II Katedry Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum UJ.

Jest dwukrotną laureatką nagrody Prezesa Rady Ministrów za wybitne osiągnięcie naukowe. Otrzymała również nagrody Prezesów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz nagrody PAN im. J. Śniadeckiego. Stypendystka Fundacji im. Fulbrighta. Prowadzi Poradnię Zaburzeń Krzepnięcia i Ośrodek Nowoczesnej Diagnostyki Laboratoryjnej w Szpitalu im. Jana Pawła II w Krakowie.

Docenia trafność powiedzenia „jesteś tak dobry jak twoja ostatnia publikacja" i dlatego jako swoje najważniejsze osiągnięcie wskazuje badania opublikowane niedawno na łamach Stroke. Udowadnia w nich, że nowym czynnikiem sprzyjającym zakrzepicy naczyń żylnych mózgu jest prozakrzepowy fenotyp fibryny, który powstaje w czasie ostatniego etapu procesu krzepnięcia. Wśród najważniejszych dokonań z przeszłości wymienia wykrycie przeciwzakrzepowych mechanizmów działania tzw. statyn (leków obniżających stężenie cholesterolu we krwi) u ludzi.

-------------------------------------------------------------------------

Zdjęcia skrzeplin tętnic wieńcowych zaczerpnięto z artykułu: Anetta Undas, Jakub Siudut, Michał Ząbczyk - SEM w badaniach biomedycznych struktura zakrzepu w naczyniach, CX News nr 4/50/2014

Polecamy również
Ręce z drukarki
Dlaczego powinniśmy rozmawiać o (pseudo)teoriach „Wielkiej Lechii”?
Najpopularniejsze nasze teksty o nauce - 2017
Otyły, czyli aspołeczny i bezmyślny? Esej socjologiczny