Przejdź do głównej treści

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Wybuchowa sprawa

Wybuchowa sprawa

Naukowiec z UJ zaczyna budowę innowacyjnego urządzenia, które odkrywać będzie w Morzu Bałtyckim groźne dla otoczenia niewybuchy.

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

Spośród 35 wyłonionych laureatów w konkursie Lider, organizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, znalazł się projekt „Budowa prototypu mobilnego urządzenia do nieinwazyjnego wykrywania substancji niebezpiecznych w środowisku wodnym”. Jego autorem jest dr Michał Silarski z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ. Urządzenie to ma wspomóc głównie marynarkę wojenną oraz firmy budujące gazociągi na morzu. 

Jest pomysł, są pieniądze

Dzięki wygranej w konkursie, dr Michał Silarski jest w stanie zbudować urządzenie, które w znacznym stopniu ułatwi i zastąpi pracę człowieka w głębiach Bałtyku. „Pomysł, aby zastąpić człowieka urządzeniem jest znany, natomiast samo urządzenie nie. Chcemy użyć technologii neutronów szybkich, żeby zobaczyć co jest w środku leżącego na dnie pojemnika, bez potrzeby otwierania go.” ­– mówi badacz w wywiadzie dla Radia Kraków.

To, co w trakcie i po  II Wojnie Światowej zostało wyrzucone na dno Bałtyku, wciąż stwarza zagrożenie. Historia zna przypadki osób poparzonych gazem, rozpoznanym jako bursztyn. Gazy typu sarin czy gaz musztardowy to tylko nieliczne, niebezpieczne substancje, które zalegają w podwodnej przestrzeni polskiego morza. Dotychczas istniała możliwość wykrycia takich substancji jedynie za pomocą radarów. Pokazują one jedynie kształt, a nie skład danego obiektu. W związku z tym koniecznością jest wysłanie osoby, aby sprawdziła, co zawiera nieznany przedmiot.

„Urządzenie będzie wykrywało zagrożenie. Rozbrajanie lub usuwanie skażenia to już oddzielny problem” – tłumaczy nam dr Silarski. Niemniej jednak będzie to zdecydowanie bezpieczniejsze wyjście niż manipulowanie przy pojemniku bez wiedzy o jego zawartości. 

Podwodny dron

Ale jak konkretnie miałoby to działać? . Projektowane urządzenie generowałby szybkie neutrony, wykorzystując izotopy wodoru (deuter i tryt). Takie neutrony mają kilkanaście megaelektronów energii. „Neutrony te nie oddziałują z materią.. Wzbudzają jądra tego materiału, który jest w środku, w pojemniku, który chcemy zbadać. Te jądra wybudzają się w taki sposób, że emitują charakterystyczne kwanty gamma (wysoko energetyczne światło)” – wyjaśnia naukowiec w wywiadzie dla Radia Kraków.

„Bazujemy na tym, że każde jądro czy pierwiastek emituje kwanty gamma o ściśle określonej energii. Czyli każdy pierwiastek ma określone widmo, odnoszące się do takich atomów, z jakich złożona jest substancja w środku. Komputer będzie wyświetlał zawartość pierwiastków, naszym zadaniem natomiast będzie wyciągnięcie z nich tyle, aby odtworzyć czy jest to niebezpieczne czy nie” – mówi naukowiec dla Radia Kraków.

Jak tłumaczy fizyk: „Wykrywacz będzie zasilany z jednostki pływającej (drona lub małej łodzi podwodnej zdalnie sterowanej). Nie wiemy jeszcze czy ta jednostka będzie sterowana za pomocą kabla czy np. radiowo. W tym pierwszym przypadku urządzenie można zasilać także ze statku, z którego nim sterujemy.”

Pewne jest jednak to, że maszyna będzie miała podobny wygląd do łodzi podwodnej, z której odchodzić będą dwie rury. Przez jedną z nich płynąć będą  kwanty gamma, a przez drugą neutrony. Całość produktu ma zmieścić się do małej walizki.

Według prognozy naukowców za 3 lata będzie można przeprowadzić pierwsze testy w Bałtyku. Pozostaje nam trzymać kciuki i liczyć na powodzenie tego innowacyjnego projektu.

Polecamy również
Kodowanie z UJ zmienia świat