Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Popularne teksty

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Kurczak o zapachu basenu

Kurczak o zapachu basenu

Standardy obróbki i przechowywania żywności bardzo różnią rynek amerykański od europejskiego. Jedną z drażliwych kwestii jest chlorowanie mięsa. Nad tym - niespecjalnie pachnącym - tematem pochyla się dr Ewa Kopczyńska, socjolożka i autorka bloga "socioplate".

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

#blogUJnauka
"socioplate" to jeden z kilkunastu blogów naukowych prowadzonych przez studentów i naukowców z UJ.
Nie ma tam jeszcze Twojego bloga? Przydałoby Ci się wsparcie i promocja – napisz: nauka@uj.edu.pl

Amerykański drób czasem pachnie chlorem. Surowe mięso po wyjęciu z opakowania roztacza zapach mocno nachlorowanej wody, który to zapach znika po obróbce cieplnej. Niepokój jednak się nie ulatnia, więc kurczaki kupuję u ekologicznego rzeźnika. I pewnie przepłacam.

Ciekawe? Przeczytaj także:  Otyły, czyli aspołeczny i bezmyślny? Esej socjologiczny

Europa się boi

Chlorowe kąpiele stosuje w USA około 25% producentów mięsa drobiowego. Jest to jeden z etapów łańcucha zapewniania odpowiednich standardów higienicznych. W Stanach Zjednoczonych taka praktyka jest dozwolona i zalecana jako jedna ze skuteczniejszych metod zapewniających bezpieczeństwo żywności, np. ograniczających salmonellę.

W Unii Europejskiej chlorowe kąpiele drobiu są zakazane od 1997 roku i takie mięso nie jest dopuszczone do obrotu w Europie. Dlaczego? Kilka miesięcy temu dyskusja na ten temat rozgorzała w mediach brytyjskich, gdy w konsekwencji Brexitu pojawiła się konieczność szerszego otwarcia na rynek amerykański i renegocjacji umów handlowych z USA.

Choć chlorowanie mięsa drobiowego nie jest szkodliwe dla człowieka (co potwierdziły amerykańskie USDA i FDA oraz europejskie EFSA i Codex Alimentarius), to zarówno konsumenci, jak i europejscy producenci drobiu sprzeciwiają się akceptacji tej metody. Konsumenci obawiają się głównie obniżki jakości, producenci – konkurencji i napływu tańszego, mniej restrykcyjnie produkowanego mięsa. Dlaczego Europa boi się tej bezpiecznej i prostej metody zapewniania higieny? Dlaczego europejskie kurczaki można oczyszczać tylko wodą i zimnym powietrzem? Zacofanie? Nieelastyczność? Ochrona europejskich rynków? Przecież związki chloru są powszechnie stosowane w uzdatnianiu wody i pełnią funkcje biocydu, tj. środka zwalczającego bakterie, glony i grzyby. Stosuje się je w przemyśle spożywczym i kosmetycznym dla zapewnienia higieny sprzętu i opakowań. Za obecność chloru w naszej diecie odpowiada głównie spożycie wody. Opór przed kurczakami wydaje się nieracjonalny.

Ciekawe? Przeczytaj także:  Czy jesteśmy nomofobami?

To Cl or not to Cl?

Europejski zakaz chlorowania mięsa uzasadnia się potencjalnym obniżeniem standardów jakości żywności. Te standardy oparte są na innych procedurach i na nieco innej „filozofii” produkcji, określanej jako podejście „farm to fork”, od pola do stołu. W UE szczegółowo określa się na przykład warunki hodowli drobiu, definiując wielkość klatek i ilość przestrzeni, którą trzeba zapewnić zwierzętom. Regulacje służą zapewnieniu bezpieczeństwa żywności na każdym etapie jej produkcji (nie tylko końcowego jej efektu), ale także odnoszą się wprost do dobrostanu zwierząt hodowlanych. W duchu tego podejścia kąpiele chlorowe to droga na skróty, która może uśpić czujność na pozostałych etapach, a także pozornie przedłużyć świeżość mięsa – zapobiegając tworzeniu się niepożądanych zapachów i śliskiej powierzchni.

Każda strona sporu jest przekonana, że jej metody są lepsze, bezpieczniejsze, słuszne. Wszystkie kraje UE (poza Wielką Brytanią) wyraźnie sprzeciwiają się rozluźnianiu zasad produkcji mięsa drobiowego i wpuszczeniu tańszych amerykańskich kurczaków na swój rynek. Otwarcie drzwi dla chlorowanych kurczaków zmniejszyłoby także transparentność rynku z punktu widzenia konsumentów: na opakowaniu nie ma oznaczenia o chlorowaniu, bo uznaje się je za element procesu przetwórczego, a nie składnik produktu (inaczej niż w żywności GMO). Negocjacje trwają, a gra toczy się o wielką stawkę: rynek drobiarski to silnie rozwijający się obszar gospodarek Unii, struktura spożycia mięsa zmienia się na korzyść drobiu, popyt wewnętrzny i globalny rośnie i będzie najpewniej dalej rósł. Pozostaje pytanie, jakie gospodarki zaspokoją ten popyt?

Ciekawe? Przeczytaj także:  Cafe Nauka Extra. Filmy ze spotkania o szczepieniach

Tekst ukazał się pierwotnie w nieco zmienionej wersji na blogu "socioplate"
Śródtytuły i pogrubienia pochodzą od redakcji www.nauka.uj.edu.pl