Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Mroczne? Ekstremalne? Odlotowe? Jakie było w rzeczywistości średniowiecze? cz. I

Mroczne? Ekstremalne? Odlotowe? Jakie było w rzeczywistości średniowiecze? cz. I

Z czym kojarzy wam się średniowiecze? Ten blisko tysiącletni okres w historii świata nie cieszy się dobrą sławą. Dlaczego tak jest i czy faktycznie średnie wieki były mroczne, na to pytanie odpowiada dr Wiktor Szymborski z Instytutu Historii UJ. Zapraszamy do lektury I części rozmowy.

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

Kamil Sikora: panuje powszechne przekonanie, że średniowiecze, za które uznajemy tysiącletni okres pomiędzy starożytnością a renesansem, to tak zwane „wieki średnie”. Skąd taka opinia?

Wiktor Szymborski: generalnie rzecz ujmując ciężko jest mówić o średniowieczu jako o całości, bo jak mamy te tysiąc lat, to jest za duży odcinek, żeby jakkolwiek generalizować. Wiadomo, że sytuacja w VII wieku ma się tak do wieku XV, jak parafrazując piosenkę Wysockiego, pieść do nosa albo pieprz do miodu, więc tego nie można porównywać.

[MROCZNE] Z całą pewnością są pewne elementy, które my możemy określać mianem mrocznych, bo my tak do końca ich nie rozumiemy. My przekładamy nasze wartości, zwyczaje i mody, na coś, co było ponad tysiąc lat temu i tego nie rozumiemy. Im więcej czytam o średniowieczu, tym mniej go rozumiem – to jest tak skomplikowana i złożona epoka, że bardzo trudno jest zrozumieć ich sposób myślenia, ich sytuację. Jest więc tak powszechna opinia, że to wieki mroczne, średnie, wieki zacofania, ale z drugiej strony kiedy czytamy o ich pomysłach na przykład próby przeszczepów nosów na Sycylii przez nacięcie skóry na ramieniu i przywiązanie tego do nosa licząc, że jakoś to się powinno zrosnąć. Nas to śmieszy, ale to ma się nijak do tego skojarzenia, że oni tam siedzieli w ciemności, w skórach, żłopiąc wino i nosili jeszcze takie hełmy jak wikingowie, co jest wierutną bzdurą, bo nikt nie chodził tak ubrany, ale takie skojarzenia medialne, komiksowe są. Więc przekładając nasze wartości na ich czasy to faktycznie te wieki były mroczne czy ciemne. Ale próbując zrozumieć ich wartości, to tam jest wszystko na porządku dziennym. Oni jakoś tę rzeczywistość postrzegali.

[FANTAZJA] Ich szokujące pomysły czasem budzą nasze zdziwienie, szok bądź podziw. Dzisiaj nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić polowania na wieloryby przy tamtej technice, a mamy świadectwa, że są przepiękne ryciny, traktaty i informacje, że jak już upolowali, to jeszcze jakoś to musieli wciągnąć na brzeg, jak to oprawić. Ludzie mieli wtedy dużo większą fantazję. Wydaje mi się, że prezent jaki jeden z władców Norwegii zaserwował królowi Anglii, pod tytułem „niedźwiedź polarny”, który żył rzeczywiście w menażerii w Londynie. Nawet jeśli tego małego niedźwiadka gdzieś na Grenlandii czy Islandii jakoś złapali, upolowali, to trzeba go było jeszcze jakoś przetransportować. To zwierzę do łagodnych nie należy – można je było znieczulać, ale ono jakoś musiało przeżyć tę trasę. Ich pomysły w ramach przekraczania naszych norm czy barier są na porządku dziennym.

[ZAPACH] My nigdy nie zrozumiemy ich zdolności do życia w tym zapachu, który im towarzyszył. Ale to też jest szkodliwa generalizacja na zasadzie, że ścieki wyrzucano na ulicę, jest rynsztok i to wszystko płynie, ale mamy rurmistrzów, którzy tworzą kanalizację. Wiadomo, że ichniejsze oczyszczalnie ścieków – kraty w głównym rurociągu, żeby się „plugastwo nie niosło”, jest niewielkim pocieszeniem. Na pewno ścieki, śmieci i inne rzeczy były na ulicach, dzięki temu archeolodzy dzisiaj mają tyle warstw archeologicznych zachowanych. Ale nie ukrywajmy, że do dzisiaj w niektórych zakątkach Ziemi tak to wygląda. Mnie z kolei fascynuje temat zwierząt w mieście. W mieście są bezpańskie świnie. Mamy kata i jednym z jego zadań jest również upolowanie takiego bezpańskiego świniaka i to może wydawać się śmieszne, ale tamtejsze świnie bardziej przypominały dziki. Jeśli mamy świadectwo, że w Paryżu potomek króla Francji jechał konno, to mu się koń spłoszył, bo bezpańskie świnie go otoczyły i on zmarł w wyniku tego wypadku. Nie był to delfin [następca tronu], ale osoba z rodziny królewskiej. Od tego momentu świnie miały mieć dzwoneczki, co też dzisiaj budzi śmiech, ale jakaś forma zabezpieczenia to była. Jakaś norma zapachowa kompletnie dla nas odrealniona, chociaż nie wszędzie, bo na przykład w Polsce mieliśmy toalety i jakoś to funkcjonowało. To, co oni jedli i zapach tego jedzenia też był specyficzny. Solone i suszone mięso na przykład. Oczywiście były lodówki, gromadzono lód, ale mięso przechowywano w jak najprostszy sposób – soląc i susząc właśnie. Dlatego sól była taka droga. Ilość przypraw, żeby zabić zapach tego mięsa była ogromna.

Trudno znaleźć sferę, w której te nasze, współczesne wzorce nie były przekraczane przez ówczesnych. Zapachowo definitywnie, tym bardziej, że po dżumie – skoro ta choroba ma przenikać przez pory w skórze, to kto przy zdrowych zmysłach pozbawia się zbawiennej ochotny, którą zapewnia brud. Mocz wykorzystywano na przykład jako płukanki do ust. Jak pisał Erazm z Rotterdamu, że „to przystoi tylko Hiszpanom”, więc ich próg higieny przekracza nasz próg wytrzymałości, równocześnie też przekracza też pewien próg bólu. Mycie zębów na przykład, już na przełomie średniowiecza i renesansu, to zdzieranie mechaniczne rylcem szkliwa do nerwów – próg bólu jest bardzo przekroczony. Mamy przykład habitów, które miały być białe, a były szare. Były co prawda barwniki naturalne, ale mimo wszystko tkaniny nasiąkały tym brudem i zapachem. To jeszcze nie jest barok i późniejsze epoki, gdzie już się w ogóle nie myje.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie pił tej zanieczyszczonej wody, a przy procesie powstawania piwa śladowy proces przegotowania tej wody istnieje, więc piwo jest bezpieczniejsze. Nalewki piwne dla niemowląt był stosowane, bo lepsze to niż ta woda, chyba że ktoś posiadał swoje ujęcie wody. Tę, którą czerpali z miasta pochodziła z obiegu zamkniętego. Słynne piekarnie na cmentarzach funkcjonujące z własnymi ujęciami wody do wypieków chleba w miastach Europy zachodniej też istniały. W innej części Europy do gry wchodzi wino. Rozcieńczano zarówno piwo jak i wino.

[JEDZENIE] Potrawy, które oni jedli też naginały naszą estetykę. My w Europie nie jesteśmy przyzwyczajeni, żeby jeść koty. A mamy przepisy z książek kucharskich z tamtych czasów, jak przyrządzić kota, z wyjątkiem mózgu, bo to szkodliwe zwłaszcza dla mężczyzn, ponoć groziło śmiercią. Takiego kota trzeba było oprawić, zakopać w ziemi, żeby skruszał, a później się go chłosta taką laseczką, witką, żeby nabrało smaku, polewamy sosem, doprawiamy, etc. I to są przepisy z Neapolu, centrum cywilizacji, a nie z jakichś odległych zakątków. My jesteśmy przyzwyczajeni, że mamy talerze, oni niekoniecznie. Jedli na pajdach chleba, które co prawda nasiąkały tłuszczem, ale przez pewien czas były wytrzymałe. Mamy świadectwa, że w Awinionie na ucztach  był specjalny urzędnik na dworze papieskim, który miał przeliczyć, czy są wszystkie sztućce. Pamiętajmy, że pierwsze użycie widelca (diabelski sztuciec), to przecież twór diabelski, bo rogi, to klątwa, bo księżniczka, która użyła widelca szybko zmarła. Ale sam fakt, że był ktoś, kto miał przeliczyć zastawę, czy ktoś czegoś nie ukradł. My do pewnych rzeczy jesteśmy przyzwyczajeni. To nie jest Bareja i przykręcony talerz do stołu, tylko to się ma. To, że mamy przyprawy, to też jest naturalne, trochę mniej naturalne jest to, że oni jedli przyprawy jako deser.

Zdjęcie: “castles-middle-ages-3” by Kim Støvring is licensed under CC BY 2.0

--------------------------------------------

Ciekawe? Przeczytaj także: 

Polecamy również
Mroczne? Ekstremalne? Odlotowe? Jakie było w rzeczywistości średniowiecze? cz. II
Jak kiedyś obchodzono Zaduszki i Wszystkich Świętych?